SEOFirma

Audyt strony internetowej - co naprawić, zanim wydasz złotówkę na promocję

Audyt strony internetowej krok po kroku: lista kontrolna na 30 minut, co naprawdę daje darmowy audyt, ile kosztuje płatny, jak czytać raport i w jakiej kolejności naprawiać błędy.

MP
Maciej Paszkiewicz19 lipca 2026 · Aktualizacja: 7 sierpnia 2026
21 min czytania

Zanim wydasz choćby złotówkę na promocję, sprawdź, w jakim stanie jest Twoja strona.

Audyt strony internetowej to po prostu przegląd. Uporządkowane sprawdzenie, czy strona działa, zanim skierujesz na nią ruch i pieniądze. U właścicieli małych firm widzę to regularnie: ktoś planuje pozycjonowanie albo kampanię, dokłada budżet, a strona po cichu gubi połowę odwiedzających.

W tym poradniku dostaniesz cztery rzeczy. Listę kontrolną na pół godziny, osiem raportów w Search Console do samodzielnego sprawdzenia, uczciwe porównanie darmowego audytu z płatnym wraz z realnymi widełkami cen oraz kolejność napraw. Bez żargonu i bez straszenia.

Co to jest audyt strony internetowej i po co go robić przed wydatkami na promocję

Audyt to uporządkowany przegląd 5 warstw strony przed wydaniem pieniędzy na jej promocję.

Sprawdzam technikę, widoczność w Google i w AI, jakość treści, wygodę odwiedzających oraz podstawy bezpieczeństwa. Na wyjściu dostajesz zwykłą listę: co działa, a co blokuje efekty. Nie chodzi o ocenę “ładna czy brzydka”, tylko o to, czy strona jest w stanie zamienić odwiedzającego w klienta.

Najprościej wytłumaczyć to na przykładzie auta. Przed daleką trasą sprawdzasz hamulce i opony, a dopiero potem tankujesz do pełna. Budżet na promocję to paliwo, a Twoja strona to samochód.

Jest jeszcze drugi powód, o którym mówi się rzadziej. Audyt ustala punkt odniesienia. Bez zapisanego stanu na dziś za pół roku nie ocenisz, czy pieniądze wydane na promocję cokolwiek zmieniły. Zostanie Ci wrażenie i faktura.

Darmowy audyt czy płatny? Co naprawdę dostajesz

Semgence podaje, że jej audyt trwa od 5 do 30 dni roboczych, a darmowy skan automatem kończy się w kilkanaście sekund formularzem sprzedażowym.

Powiem to wprost, bo połowa wyników w Google na to hasło to właśnie takie oferty. Narzędzie skanuje stronę w kilkanaście sekund, wypluwa listę wykrytych braków i prosi o adres e-mail. Dostajesz raport, a firma dostaje kontakt do potencjalnego klienta. Wymiana jest uczciwa, tylko trzeba rozumieć, co masz w ręku.

Cecha Darmowy skan Płatny audyt
Kto to robi Narzędzie automatycznie Człowiek czytający dane
Czas Kilkanaście sekund Od kilku dni do dwóch tygodni
Co wykrywa Braki widoczne w kodzie Przyczyny, także poza kodem
Kolejność napraw Brak albo według wagi narzędzia Według wpływu na Twoją sprzedaż
Kontekst branży Żaden Porównanie z konkurencją
Odpowiedź na “co z tego” Brak Główna wartość

Właściciel dostaje listę 40 pozycji i nie wie, że jedna z nich odpowiada za większość szkody. Największa różnica nie leży bowiem w liczbie wykrytych błędów, tylko w tym, że narzędzie nie odróżnia problemu od cechy. Zgłosi brak opisu przy obrazku dekoracyjnym z tą samą powagą co brak indeksowania połowy serwisu.

Moim zdaniem darmowy audyt ma jeden sensowny użytek: sprawdzić, czy w ogóle jest o czym rozmawiać. Jeśli wyskoczy czerwono przy indeksowaniu albo szybkości, masz sygnał, że warto zapłacić komuś za spojrzenie głębiej.

Tu należy Ci się uczciwość z mojej strony. Ja też oferuję darmową diagnozę i też jest to sposób na rozpoczęcie rozmowy. Różnica polega na tym, że robię ją ręcznie i piszę wprost, co znalazłem, nawet jeśli wniosek brzmi “nie potrzebujesz teraz pozycjonowania”.

Ile kosztuje audyt strony internetowej

Według cennika Semgence audyt podstawowy zaczyna się od 2900 zł netto, a z analizą konkurencji od 4900 zł netto.

Te kwoty nie są moje, tylko rynkowe. Poniżej widełki, które da się sprawdzić u źródła, stan na sierpień 2026.

Rodzaj audytu Widełki Źródło
Automatyczny skan online 0 zł oferty narzędzi online
Audyt małej strony około 1000 zł wg Verseo
Audyt strony z blogiem i większą liczbą podstron około 2000 zł wg Verseo
Audyt podstawowy od 2900 zł netto wg cennika Semgence
Audyt z analizą konkurencji od 4900 zł netto wg cennika Semgence

Rozrzut jest duży, bo pod jedną nazwą sprzedaje się dwie różne rzeczy: wygenerowany raport i przeczytany raport. Sklepy internetowe wyceniane są indywidualnie i wychodzą wyżej niż strony firmowe, bo dochodzą kategorie, filtry i karty produktów.

Jedno pytanie odsiewa większość słabych ofert: czy w cenie jest rozmowa o wynikach? Audyt bez omówienia to plik PDF. Wartość powstaje w momencie, gdy ktoś tłumaczy Ci, od czego zacząć i dlaczego akurat od tego.

Warto też zapytać, czy koszt audytu odlicza się od pierwszego miesiąca współpracy. Część wykonawców, ja również, tak robi. To zmienia rachunek bardziej niż różnica kilkuset złotych w cenniku, a rozkład kosztów samego pozycjonowania rozbieram w osobnym wpisie o kosztach.

Co sprawdzisz sam w 30 minut? Lista kontrolna dla właściciela

Sporą część stanu strony sprawdzisz sam w 30 minut, bez żadnych narzędzi i bez wydawania grosza.

Usiądź z telefonem i laptopem, wejdź na własną stronę jak zwykły klient i przejdź przez tę listę:

  • Czy strona działa na telefonie. Otwórz ją na komórce. Tekst ma być czytelny bez powiększania, przyciski łatwe do trafienia kciukiem, a układ nie może rozjeżdżać się na boki. Większość klientów wejdzie do Ciebie właśnie z telefonu.
  • Jak szybko się wczytuje. Policz w głowie, ile trwa, zanim zobaczysz treść. Czekasz dłużej niż kilka sekund? Część odwiedzających zdąży się rozmyślić. Więcej o mierzeniu tego znajdziesz we wpisie o Core Web Vitals.
  • Czy każda podstrona ma sensowny tytuł. Tytuł to ten klikalny nagłówek w wynikach Google i na karcie przeglądarki. Jeśli wszędzie widnieje to samo albo domyślne “Strona główna”, ani Google, ani klient nie wie, czego dana strona dotyczy.
  • Czy formularz i telefon naprawdę działają. Wyślij testową wiadomość i sprawdź, czy dotarła, także do folderu ze spamem. Na telefonie dotknij numeru, powinien od razu proponować połączenie. Martwy formularz to najdroższy błąd, bo tracisz gotowego klienta w ostatnim kroku.
  • Czy od razu widać, co robisz i gdzie. Daj sobie pięć sekund na stronie głównej. Czy jasno widać, czym się zajmujesz i w jakim mieście działasz? Jeśli trzeba tego szukać, przeciętny odwiedzający wyjdzie.
  • Czy w stopce są dane firmy. Nazwa, adres i telefon. To sygnał wiarygodności dla człowieka i dla Google. Sprawdź przy okazji, czy numer jest identyczny jak w wizytówce.
  • Czy przy adresie jest kłódka. Adres ma zaczynać się od “https”. Bez certyfikatu przeglądarka oznacza stronę jako niezabezpieczoną i odstrasza część ludzi.
  • Czy strona otwiera się pod jednym adresem. Wpisz wersję z “www” i bez. Obie powinny prowadzić do tego samego miejsca, a nie działać jako dwie osobne strony.

Któryś punkt wypadł źle? Masz pierwszą listę rzeczy do poprawy, bez wydawania grosza.

Osiem raportów w Search Console, które sprawdzisz bez specjalisty

Poniżej 8 raportów, które sprawdzisz w bezpłatnej Search Console bez pomocy specjalisty.

Search Console to bezpłatne narzędzie i największa strata, jaką widzę u małych firm, to niepodłączenie go w ogóle. Jeśli jeszcze go nie masz, podłącz i wróć tu za dwa dni, gdy zbierze pierwsze dane. Potem sprawdź osiem rzeczy po kolei:

  1. Raport indeksowania stron. Pokazuje, ile podstron Google ma w bazie, a ile odrzucił. Porównaj liczbę zaindeksowanych z liczbą Twoich realnych podstron. Duża różnica to najpoważniejszy sygnał w całym audycie.
  2. Powody wykluczenia. Kliknij w listę odrzuconych. Pozycje typu “wykryta, obecnie niezaindeksowana” przy stronach usług oznaczają, że Google uznał je za mało wartościowe.
  3. Skuteczność, czyli zapytania. Sprawdź, na co ludzie już Cię znajdują. Zaskoczenie bywa duże i często okazuje się, że ruch idzie na frazy, których nie planowałeś.
  4. Strony w raporcie skuteczności. Zobacz, które podstrony zbierają wyświetlenia. Jeśli strona główna zbiera wszystko, a strony usług nic, masz problem z treścią, nie z techniką.
  5. Średnia pozycja. Frazy z pozycji 11-20 to Twoje najtańsze wzrosty. Są tuż za pierwszą stroną i zwykle wystarczy im dopracowanie treści.
  6. Podstawowe wskaźniki internetowe. Google sam mówi Ci tu, które adresy uznaje za wolne. To ta sama miara, którą ocenia szybkość przy ustalaniu pozycji.
  7. Obsługa na urządzeniach mobilnych. Lista podstron z problemami na telefonie, jeśli takie występują.
  8. Linki. Zakładka pokazuje, kto do Ciebie linkuje. Pusta lista wyjaśnia wiele, gdy zastanawiasz się, czemu treść nie rankuje.

Te 8 punktów daje Ci mniej więcej połowę tego, co znajdzie się w płatnym audycie technicznym. Reszta to interpretacja i to za nią realnie się płaci. Zestaw z darmowymi narzędziami SEO, a zajdziesz zaskakująco daleko własnymi siłami.

Czego sam nie zobaczysz? Warstwa techniczna, którą widzi tylko specjalista

Pod maską zostaje 7 rzeczy, których gołym okiem nie zobaczysz.

Do tej warstwy trzeba narzędzi, dostępu i wprawy w czytaniu tego, co robi robot wyszukiwarki. Tu zaczyna się praca, za którą płacisz specjaliście:

  • Duplikaty treści. Ta sama treść pod kilkoma adresami sprawia, że Google nie wie, który pokazać. Twoja strona konkuruje sama ze sobą i osłabia własne pozycje.
  • Kanibalizacja. Dwie podstrony celujące w to samo zapytanie. Każda zbiera po połowie sygnałów i żadna nie wchodzi wysoko. Widać to dopiero przy zestawieniu danych o zapytaniach z treścią stron.
  • Błędy crawlowania. Robot chodzi po stronie jak po korytarzach budynku. Zamknięte drzwi, czyli błędne przekierowania i linki donikąd, sprawiają, że część serwisu nigdy nie zostanie sprawdzona.
  • Budżet indeksowania. Przy większych serwisach robot nie odwiedza wszystkiego. Jeśli marnuje czas na tysiąc adresów z filtrów, brakuje go na karty produktów, które faktycznie sprzedają.
  • Dane strukturalne. Kod, który tłumaczy wyszukiwarce, czym jest firma i gdzie działa. Bez niego Google i systemy AI muszą zgadywać.
  • Dostęp robotów AI. Coraz więcej osób pyta o firmy w ChatGPT czy Perplexity. Jeśli strona blokuje ich roboty albo chowa treść za skryptami, w odpowiedziach AI Cię nie ma.
  • Realna zawartość po wykonaniu skryptów. Strony oparte na JavaScript potrafią pokazywać człowiekowi treść, której robot nie widzi. To jeden z najczęstszych ukrytych problemów w nowoczesnych stronach.

Według cennika Screaming Frog bezpłatna wersja tego narzędzia skanuje do 500 adresów, co przy małej stronie firmowej zwykle wystarcza. Narzędzie przechodzi stronę tak jak robot i wypisuje wszystko, co znajdzie. Problem w tym, że wypluwa arkusz na kilkaset wierszy i bez wprawy nie wiadomo, które z nich mają znaczenie.

Audyt widoczności w AI, czyli nowa warstwa przeglądu

Klasyczny audyt sprawdza tylko Google, a test widoczności w AI zajmuje kwadrans i sprowadza się do 3 rzeczy.

Dochodzi druga warstwa: czy asystent AI potrafi Cię znaleźć, zrozumieć i polecić. Trzy rzeczy warto sprawdzić przy okazji każdego audytu:

  • Czy roboty AI mają wstęp. Zajrzyj do pliku robots.txt pod swoim adresem i sprawdź, czy nie blokujesz robotów wyszukiwania OpenAI, Anthropic czy Perplexity. Gotowe listy “blokad niepotrzebnych botów” krążące po forach potrafią wyciąć Cię z odpowiedzi AI.
  • Czy dane firmy są jednoznaczne. NIP i REGON w danych strukturalnych rozstrzygają, która firma o podobnej nazwie to Ty. Bez tego model skleja podmioty albo wybiera ten, o którym wie więcej.
  • Czy treść da się zacytować. Modele wyciągają fragmenty, nie całe strony. Sekcja zaczynająca się od “jak wspomniałem wyżej” nie zostanie użyta, bo wyrwana z kontekstu nic nie znaczy.

Test zajmuje kwadrans i opisałem go krok po kroku we wpisie o tym, czy ChatGPT poleca Twoją firmę. Jeśli wolisz mieć to sprawdzone razem z resztą, robię to w ramach optymalizacji pod AI.

Audyt treści: czy strona mówi to, czego szuka klient

Technika decyduje, czy Cię widać. Treść decyduje, czy ktoś zostanie.

Sprawdź 5 rzeczy w warstwie treści, bo to tutaj siedzi najczęstsza przyczyna sytuacji “strona jest poprawna technicznie i nic z tego nie wynika”. Narzędziem trudno ją zmierzyć, więc w większości audytów bywa pomijana:

Czy każda usługa ma własną podstronę. Najczęstszy błąd małych firm. Pięć usług wymienionych na jednej stronie nie wejdzie wysoko na żadną z nich, bo Google nie ma czego przypisać do konkretnego zapytania. Osobna strona na usługę to najtańszy wzrost, jaki znam.

Czy treść odpowiada na pytania, które słyszysz przez telefon. Wypisz pięć pytań, które klienci zadają Ci najczęściej. Potem sprawdź, czy odpowiedź na każde z nich jest gdzieś na stronie. Zwykle brakuje trzech.

Czy piszesz konkretami, czy przymiotnikami. “Kompleksowa obsługa na najwyższym poziomie” nie znaczy nic i nie da się tego zacytować. “Remontujemy mieszkania w Gliwicach od 2011 roku, średni remont 50 m² zajmuje 6 tygodni” niesie cztery informacje w jednym zdaniu.

Czy widać cenę albo choćby jej rząd wielkości. Nie musisz publikować cennika. Zdanie “realizacje zaczynamy od budżetu 15 000 zł” odsiewa niedopasowanych klientów i buduje zaufanie u dopasowanych. Brak jakiejkolwiek wskazówki cenowej to najczęstsza przyczyna zapytań, które donikąd nie prowadzą.

Czy strona mówi, dla kogo NIE jest. Brzmi wbrew intuicji, a działa. Zdanie “nie obsługujemy zleceń poniżej X” albo “pracujemy tylko na terenie województwa” oszczędza czas obu stronom i zwiększa jakość zapytań.

Wpis blogowy z 2019 roku o cenach albo przepisach wygląda dla czytelnika gorzej niż brak wpisu. Ostatnia rzecz w tej warstwie to właśnie daty. Przejrzyj treści pod kątem tego, co się zdezaktualizowało, i albo odśwież, albo usuń.

Audyt ścieżki kontaktu: ruch jest, a zapytań nie ma

Przejdź 6 punktów ścieżki kontaktu, bo to najrzadziej poprawnie diagnozowana sytuacja w całym audycie.

Ludzie wchodzą, Search Console pokazuje wyświetlenia i kliknięcia, a telefon milczy. Odruch podpowiada, żeby dosypać ruchu. Zwykle to najgorsza możliwa decyzja, bo mnożysz przez zero.

Przejdź ścieżkę kontaktu tak, jak zrobiłby to klient, i sprawdź po kolei:

  1. Czy sposób kontaktu jest widoczny bez przewijania. Numer telefonu na górze strony, na telefonie klikalny. To brzmi banalnie i wypada źle u co drugiej strony, którą oglądam.
  2. Ile pól ma formularz. Każde dodatkowe pole to część osób, które rezygnują. Imię, kontakt i treść wystarczą. Pytanie o NIP na etapie pierwszego kontaktu to strzał we własną stopę.
  3. Co dzieje się po wysłaniu. Czy pojawia się potwierdzenie? Brak informacji zwrotnej sprawia, że część osób wysyła drugi raz albo uznaje, że nie zadziałało.
  4. Gdzie ląduje wiadomość. Sprawdź folder ze spamem. Sprawdź też, czy formularz nie wysyła z adresu w Twojej domenie, podszywając się pod nią, bo takie wiadomości bywają kasowane bez śladu.
  5. Jak szybko odpowiadasz. To już nie strona, tylko proces, ale wpływa na wynik bardziej niż połowa poprawek technicznych. Odpowiedź po trzech dniach trafia do kogoś, kto ma już wykonawcę.
  6. Czy jest alternatywa dla formularza. Część osób nie wypełni formularza nigdy. Widoczny mail i telefon to nie nadmiar, tylko druga droga.

300 wejść na jedno zapytanie przy usłudze lokalnej oznacza, że problemem nie jest ruch, tylko strona. Przy 20 wejściach na zapytanie i zbyt małej liczbie zapytań faktycznie potrzebujesz więcej ruchu. Tę jedną liczbę policzysz z danych w Search Console.

Audyt podstaw: bezpieczeństwo, kopie i utrzymanie

Ta warstwa nie przynosi klientów, tylko chroni przed utratą strony, i sprowadza się do 5 rzeczy.

Sprawdzam ją w każdym audycie na końcu, bo rzadko coś wnosi do widoczności, a potrafi uratować firmę przed tygodniem bez strony:

  • Kiedy wygasa certyfikat SSL i czy odnawia się sam. Wygasły certyfikat to komunikat ostrzegawczy zamiast strony. Większość hostingów odnawia go automatycznie, ale warto to potwierdzić, a nie zakładać.
  • Kiedy wygasa domena. Brzmi trywialnie, a to jeden z częstszych powodów nagłego zniknięcia firmy z internetu. Ustaw automatyczne odnawianie i przypomnienie w kalendarzu.
  • Czy istnieje kopia zapasowa i czy ktoś ją kiedyś odtworzył. Kopia, której nigdy nie próbowano przywrócić, jest kopią teoretyczną. Warto raz sprawdzić, że procedura działa.
  • Czy system i dodatki są aktualne. Nieaktualne wtyczki to najczęstsza droga włamania na stronach opartych na popularnych systemach. Włamanie zwykle kończy się wstrzyknięciem obcych treści, co Google wyłapuje i karze.
  • Kto ma dostępy. Lista kont administracyjnych bywa cmentarzyskiem po byłych wykonawcach. Usuń konta, których nikt nie używa.

Jedna rzecz z tej listy dotyczy bezpośrednio pozycjonowania. Jeśli strona regularnie jest niedostępna, robot Google trafia na zamknięte drzwi i z czasem odwiedza ją rzadziej. Tani hosting potrafi kosztować więcej, niż oszczędza.

Co zrobić z listą, gdy nie masz kogo do wdrożenia

Audyt bez wdrożenia to wydane pieniądze, a wyjścia z tej sytuacji są 3.

Widuję to często: właściciel zamawia audyt, dostaje rzetelny raport i po pół roku nadal nic z niego nie wynika, bo nie ma komu tego zrobić. Trzy wyjścia z tej sytuacji:

Podziel listę na trzy kupki. To, co zrobisz sam w panelu strony, czyli tytuły, treść, dane w stopce, opisy usług. To, co wymaga programisty, czyli szybkość, przekierowania, dane strukturalne. I to, co wymaga copywritera. Sama ta segregacja odblokowuje większość zatorów, bo nagle widać, że połowę robisz sam.

Zamów wdrożenie u autora audytu. Najprostsza droga, o ile ustalisz zakres i cenę osobno. Uważaj tylko na sytuację, w której audyt z góry służy sprzedaży najdroższego pakietu.

Weź jedną rzecz miesięcznie. Przy braku budżetu na wszystko naraz to najlepsza strategia. 12 napraw w rok robi większą różnicę niż 40 zaplanowanych i zero wykonanych.

Najczęstsze grzechy stron małych firm, które wychodzą w audycie

Strony małych firm rzadko są zepsute w wymyślny sposób, a 7 grzechów wraca w kółko.

Po latach pracy widzę wciąż ten sam, krótki zestaw błędów:

  • Strona nieprzystosowana do telefonów. Wygląda dobrze na dużym ekranie, a rozsypuje się na komórce.
  • Wolne wczytywanie. Ciężkie zdjęcia prosto z aparatu i nadmiar dodatków wydłużają ładowanie do kilkunastu sekund.
  • Ten sam tytuł na każdej podstronie. Google nie odróżnia oferty od kontaktu.
  • Martwy formularz kontaktowy. Wiadomości wpadają w pustkę albo lądują w spamie, a właściciel latami nie wie, że traci zapytania.
  • Jedna strona na wszystkie usługi. Pięć różnych usług opisanych w pięciu akapitach na jednej podstronie nie wejdzie wysoko na żadną z nich.
  • Brak albo rozjazd danych firmy. Inny numer w stopce niż w wizytówce Google to sygnał, że czemuś tu nie można ufać.
  • Treść, która nie mówi wprost, co firma robi. Dużo ogólników o pasji i jakości, a nie widać konkretnej usługi ani miasta.

Żaden z tych błędów nie jest drogi w naprawie. Problem w tym, że działają po cichu: strona wygląda na gotową, a telefon milczy.

Jak czytać raport z audytu i nie utonąć

Dobry raport ma kolejność. Zły ma tylko listę.

Przy każdej z 40 pozycji w raporcie zadaj 3 pytania. To rozróżnienie decyduje o tym, czy audyt cokolwiek zmieni:

  1. Czy to odcina mnie od klientów, czy tylko spowalnia? Brak indeksowania odcina. Brakujący opis obrazka spowalnia, i to nieznacznie.
  2. Ile to kosztuje w naprawie? Godzina pracy webmastera czy przebudowa serwisu. Zacznij od rzeczy tanich o dużym wpływie.
  3. Kto ma to zrobić? Część zrobisz sam w panelu, część wymaga programisty, część copywritera. Bez przypisania raport leży.

Ocena punktowa typu “twoja strona ma 62 na 100” nie odpowiada niczemu w algorytmie Google. Służy głównie temu, żebyś poczuł niepokój. Podobnie ostrzeżenia o długości opisów w wynikach: wyglądają groźnie, a to kosmetyka.

Jeśli masz 40 podstron, a Google zna 12, to jest cały Twój audyt w jednej liczbie. Odwrotnie niż punktacja działa właśnie ta pozycja, łatwa do przeoczenia w gąszczu: liczba stron zaindeksowanych względem istniejących.

Masz wyniki audytu - co naprawić najpierw? Kolejność działań

Poprawki układam w 3 warstwy i naprawiam od najgroźniejszych blokad, nie od najłatwiejszych.

Nie wszystko waży tyle samo:

Warstwa Co tu wpada Kiedy
Krytyczne blokady Brak indeksowania, brak SSL, martwy formularz, blokada robotów Od razu, przed czymkolwiek innym
Realne hamulce Szybkość, tytuły podstron, duplikaty, dane strukturalne, brak stron usług W drugiej kolejności
Kosmetyka Opisy obrazków, drobne poprawki tekstów, detale wyglądu Na końcu, gdy fundament działa

Ta kolejność chroni Twoje pieniądze. Nie ma sensu dopieszczać koloru przycisku na stronie, której Google nie pokazuje.

Praktyczna wskazówka na koniec tego etapu: napraw i zapisz datę. Przy każdej większej zmianie zanotuj, co i kiedy zrobiłeś. Za trzy miesiące, gdy będziesz oceniać efekty, ta lista będzie warta więcej niż jakikolwiek raport.

Naprawiać czy budować od nowa? Kiedy audyt kończy się taką decyzją

Czasem uczciwy wniosek z audytu brzmi: tej strony nie warto naprawiać.

To trudna rozmowa, bo oznacza większy wydatek, niż klient planował. Unikanie jej kosztuje jednak więcej, bo łatanie strony, która ma zepsute fundamenty, potrafi pochłonąć budżet dwóch przebudów.

Za naprawą przemawiają 4 warunki spełnione naraz. Sensowna struktura, poprawne działanie na telefonach, możliwość dodania podstrony bez programisty i problemy sprowadzające się do szybkości oraz treści. Wtedy naprawa jest kilkukrotnie tańsza i zachowujesz całą wypracowaną historię w Google.

Za budową od nowa przemawiają 4 sygnały, które występują zwykle razem:

  1. Nie da się dodać podstrony bez programisty. Przy takiej stronie każda zmiana treści to koszt i czekanie, więc pozycjonowanie i tak stanie w miejscu.
  2. Strona nie działa poprawnie na telefonach i nie da się tego naprawić stylami. Przebudowa układu bywa droższa niż nowy szablon.
  3. System jest nieaktualny i nie ma ścieżki aktualizacji. To ryzyko włamania, którego nie zmniejszysz kosmetyką.
  4. Struktura adresów jest chaotyczna na poziomie całego serwisu. Porządkowanie setek adresów z przekierowaniami bywa droższe niż start od zera.

Jeśli decydujesz się na nową stronę, jedna rzecz jest ważniejsza niż wygląd: plan przekierowań ze starych adresów na nowe. To najczęstszy moment utraty pozycji, jaki widuję, i zarazem najłatwiejszy do uniknięcia. Zrób pełną listę obecnych adresów przed przebudową, nie po niej.

Uwaga na pułapkę: nowa strona sama z siebie nie podnosi pozycji. Bywa, że po migracji ruch spada na kilka tygodni, zanim wróci. Traktuj przebudowę jako usunięcie hamulca, nie jako przyspieszenie.

Jak wygląda rzetelny audyt od strony wykonawcy

Rzetelny audyt małej strony to 5 etapów i termin od kilku dni do dwóch tygodni.

Pytanie “za co ja właściwie płacę” jest uzasadnione, bo z zewnątrz audyt wygląda jak plik, który pojawia się po tygodniu. Tak wygląda ta praca u mnie i u większości wykonawców, którzy robią to ręcznie:

Etap pierwszy: dostępy i zbieranie danych. Search Console, statystyki, czasem panel strony. Bez dostępów audyt jest zgadywanką z zewnątrz i tak trzeba go traktować, jeśli ktoś ich nie prosi.

Etap drugi: przejście strony robotem. Narzędzie przechodzi wszystkie podstrony i wypisuje strukturę, przekierowania, tytuły, błędy. Przy małej stronie to godziny, przy sklepie potrafi trwać dobę.

Etap trzeci: przegląd ręczny. Najdłuższa część i ta, której nie da się zautomatyzować. Czytanie treści, klikanie ścieżki kontaktu, porównanie z konkurencją, sprawdzenie, co realnie widzi robot po wykonaniu skryptów.

Etap czwarty: priorytetyzacja. Zamiana listy stu obserwacji na dziesięć decyzji ułożonych według wpływu. To jest produkt, za który płacisz.

Etap piąty: rozmowa. Omówienie wyników i ustalenie, co robisz sam, co zleca się dalej, a co można odpuścić.

Jeśli ktoś obiecuje pełny audyt w godzinę, dostaniesz raport z narzędzia z inną okładką.

Czerwone flagi w ofertach audytu

4 rzeczy powinny Cię zatrzymać przed zapłatą.

  • Audyt to wygenerowany PDF. Jeśli raport wygląda jak zrzut z narzędzia z logo wykonawcy na okładce, płacisz za coś, co możesz mieć za darmo w kilkanaście sekund.
  • Brak rozmowy o wynikach. Audyt bez omówienia zostawia Cię z listą, której nie umiesz przełożyć na decyzje.
  • Ocena punktowa jako główny wynik. “Twoja strona ma 47 na 100” to chwyt sprzedażowy, nie diagnoza.
  • Audyt kończący się jedną rekomendacją: wykupienie pozycjonowania. Rzetelny przegląd zawiera też rzeczy, które zrobisz sam, i przypadki, w których lepiej nie wydawać pieniędzy.

Dorzucę jedno pytanie, które warto zadać przed zamówieniem: co dostanę, jeśli okaże się, że strona jest w porządku? Uczciwa odpowiedź brzmi “listę rzeczy do zrobienia w treści i potwierdzenie, że technika Cię nie blokuje”. Odpowiedź wymijająca mówi Ci, że wynik audytu jest z góry ustalony.

Kiedy robić audyt? Pięć momentów

Audyt ma sens w 5 konkretnych momentach, nie raz na zawsze.

  1. Przed wydaniem pieniędzy na promocję. Podstawowy powód i najczęstszy.
  2. Po spadku ruchu z Google. Nagły spadek ma zwykle przyczynę techniczną albo algorytmiczną i jedno od drugiego trzeba odróżnić.
  3. Po migracji lub przebudowie strony. Najczęstszy moment na utratę pozycji. Przekierowania i zmienione adresy potrafią skasować lata pracy.
  4. Gdy ruch jest, ale nie ma zapytań. To już nie audyt techniczny, tylko przegląd treści i ścieżki kontaktu.
  5. Raz do roku przy stronie, z której żyjesz. Strona się starzeje, konkurencja nie śpi, a coś, co działało w styczniu, w grudniu potrafi się posypać.

Audyt jednorazowy czy stała opieka nad stroną?

Jednorazowy audyt to zdjęcie stanu na dziś. Stała opieka pilnuje, żeby ten stan się nie psuł.

Na start zwykle wystarczy audyt jednorazowy. Dostajesz jasną listę i punkt wyjścia. Problem w tym, że strona żyje: aktualizuje się system, dochodzą podstrony, zmienia się konkurencja.

Jeśli internet daje Ci mniej niż 25% klientów, wystarczy audyt raz na jakiś czas i naprawy własnym tempem. To prosta zasada, którą stosuję przy doradzaniu. Jeśli internet daje Ci połowę klientów albo więcej, stała opieka nad stroną i treścią zwraca się szybciej niż jednorazowe akcje. Pełny zakres tego, co sprawdzam, opisałem na stronie audytu SEO.

Zobacz też

Następny krok

Chcesz mieć pewność, zanim wydasz budżet na promocję?

Zamów darmową diagnozę. Sprawdzę, jak Twoją firmę widzi Google i AI, i wyślę Ci listę rzeczy do poprawy w sensownej kolejności - od krytycznych blokad po kosmetykę.

FAQ

Najczęściej zadawane pytania

Co to jest audyt strony internetowej?

Audyt strony internetowej to uporządkowany przegląd 5 warstw witryny. Sprawdza warstwę techniczną, widoczność w Google i w AI, jakość treści oraz wygodę odwiedzających, a na końcu daje listę tego, co działa i co blokuje efekty, uszeregowaną według wpływu.

Ile kosztuje audyt strony internetowej?

Według cennika Semgence audyt podstawowy zaczyna się od 2900 zł netto, a wersja z analizą konkurencji od 4900 zł netto. Verseo, sądząc po tytule własnego artykułu, wycenia audyt małej strony na około 1000 zł, a strony z blogiem na około 2000 zł. Automatyczny skan bywa darmowy. Różnica bierze się z tego, czy raport generuje narzędzie, czy czyta go człowiek.

Czy darmowy audyt SEO ma sens?

Jako pierwszy sygnał tak, jako podstawa decyzji nie. Darmowy audyt to skan automatem połączony z formularzem kontaktowym. Pokaże objawy, na przykład brakujące opisy, ale nie powie, który z dwudziestu wykrytych problemów realnie kosztuje Cię klientów.

Czy mogę samodzielnie przeprowadzić audyt strony internetowej?

Podstawy sprawdzisz sam w około 30 minut, a bezpłatna Search Console pokaże indeksowanie i błędy robota. Częściowo więc tak. Głębszej warstwy, jak duplikaty, kanibalizacja treści czy poprawność danych strukturalnych, nie ocenisz bez narzędzi i wprawy.

Jak zrobić audyt strony internetowej samemu?

Przejdź listę kontrolną z tego wpisu, a potem sprawdź 8 raportów w Search Console. Zacznij od wejścia na własną stronę jak zwykły klient, najlepiej z telefonu. To wystarczy, żeby wyłapać najczęstsze błędy bez wydawania złotówki.

Kiedy warto zrobić audyt strony internetowej?

Przede wszystkim zanim wydasz pieniądze na promocję. Audyt warto też powtórzyć po spadku ruchu z Google, po migracji lub przebudowie strony, przy zmianie systemu oraz wtedy, gdy ruch jest, ale nie zamienia się w zapytania.

Ile trwa audyt strony internetowej?

Rzetelny audyt małej strony firmowej zajmuje od kilku dni do dwóch tygodni, a automatyczny skan to minuty. Trwa tyle, bo poza zebraniem danych trzeba je zinterpretować i ustawić kolejność napraw. Dłuższe terminy przy sklepach są normalne.

Co powinien zawierać raport z audytu?

Listę problemów uszeregowaną według wpływu na wynik, a nie alfabetycznie ani według narzędzia. Przy każdym punkcie powinno być napisane, co to znaczy dla firmy, kto ma to naprawić i ile to mniej więcej zajmie. Raport bez kolejności działań jest tylko zrzutem z narzędzia.

Maciej Paszkiewicz - Specjalista SEO i AI
O autorze

Maciej Paszkiewicz

Specjalista SEO i AI z 8+ latami doświadczenia. Łączę pozycjonowanie z wdrożeniami AI i automatyzacją marketingu. Piszę o tym, co realnie działa.